Technologia smart home – kiedy warto, a kiedy to tylko gadżet?

– Hej Siri, włącz światło w kuchni.
– Włączam światło w… sypialni.
– Nie! W kuchni!
– Nie rozumiem. Czy chcesz, żebym zadzwoniła do mamy?

Brzmi znajomo?

Jeśli tak, to znaczy, że przynajmniej raz w życiu przetestowałeś „inteligentne” rozwiązanie, które działało nieco mniej inteligentnie niż zapowiadano. I choć wizja domu, który sam się sobą zajmuje, brzmi jak marzenie, w rzeczywistości nie każda technologia smart home to wybawienie. Czasem to po prostu bardzo drogi pilot do żarówki.

Przeczytaj również: Projekt gotowy czy indywidualny – co wybrać?

Smart home. Wybierz inteligencję, która się opłaca

Zacznijmy od tego, że nie wszystko, co „smart”, musi być drogie i w dłuższej perspektywie pozbawione sensu. Weźmy przykład mojego sąsiada – inżyniera, który twierdził, że żadna maszyna nie będzie mu mówić, kiedy gasić światło. Aż do dnia, kiedy jego dzieci zostawiły włączone ogrzewanie podłogowe na cały weekend, podczas gdy cała rodzina była na nartach. Po rachunku za prąd zainstalował czujniki, harmonogramy i aplikację, która pokazuje mu, co dzieje się w domu nawet na stoku. I właśnie tu zaczyna się mądry smart home. Nie chodzi o to, żeby móc zdalnie zaparzyć kawę (choć to brzmi kusząco), tylko o to, żeby:

  • Oszczędzać energię, kontrolując ogrzewanie, klimatyzację czy światło.
  • Poprawić bezpieczeństwo, instalując czujniki zalania, dymu czy ruchu, które wyślą powiadomienie, zanim zrobi się naprawdę źle.
  • Zwiększyć komfort, np. poprzez automatyczne rolety czy scenariusze świetlne dostosowane do pory dnia.

Wszystko to działa świetnie… pod jednym warunkiem: musi być dobrze zaprojektowane i dopasowane do konkretnego domu.

Smart home ma sens wtedy, gdy uzupełnia dobrze zaprojektowany dom, a nie wtedy, gdy próbuje go zastąpić. Dlatego warto zacząć od podstaw – od przemyślanego projektu architektonicznego, który uwzględnia rozmieszczenie gniazdek, doprowadzenie instalacji i realne potrzeby mieszkańców.

Kiedy technologia spotyka rzemiosło (i zdrowy rozsądek)

Zdarzyło mi się pracować przy realizacji domu, w którym inwestor życzył sobie „najwyższy możliwy poziom automatyzacji”. Wszystko miało działać samo: światła, klimatyzacja, zasłony, ekspres do kawy i podlewanie ogrodu. Indywidualny projekt domu był dopracowany, ale tylko dlatego, że na etapie planowania współpracowaliśmy z ekipą, która znała się nie tylko na technologii, ale i na praktycznej stronie montażu. Bo nie da się dobrze zintegrować smart systemu, jeśli instalacje są prowadzone „na oko”, a elektryk nie wie, gdzie kończy się kabel, który sam właśnie położył.

Dlatego rola sprawdzonych specjalistów jest w tym procesie nie do przecenienia. A jeśli do tego dodamy solidnie zaplanowane meble na wymiar, które nie tylko estetycznie ukryją stacje bazowe i urządzenia, ale też uporządkują przestrzeń, to mamy dom, który rzeczywiście działa „mądrze”.

Smart nie znaczy skomplikowane

Prawdziwa technologia smart to taka, której nie widać, ale która działa. Nie musi świecić, pikać, wyświetlać powiadomień co 15 minut. Ma zdejmować z Ciebie obowiązki, nie dokładać kolejnych. A już na pewno nie wymagać doktoratu z automatyki przemysłowej, by zmienić temperaturę w salonie.

Zresztą prawdziwym przełomem jest nie to, że możemy sterować domem z telefonu. Tylko to, że dom może sam się uczyć naszych nawyków i ułatwiać codzienne życie, niezależnie od tego, czy mamy 30 lat i tablet, czy 70 lat i telefon z klapką.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry